English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 10
02 sierpnia 2014
Opuszczając Farmę, czułam się cudzoziemką

Reżyserki Rena Mundo Croshere i Nadine Mundo urodziły się na Farmie, największej komunie w USA.

Rozmowa z Nadine Mundo reżyserką „Amerykańskiej komuny”.

Magdalena Felis: Realizowanie filmu dla Ciebie i siostry było terapią, rozliczeniem z przeszłością?

Nadine Mundo: Najlepszym sposobem, żeby ukształtować swoje widzenie świata, jest poznanie swoich korzeni. Film był osobistą podróżą. Wróciłyśmy jako dorosłe, wyjeżdżałyśmy stamtąd jako dzieci. Poskładałyśmy obraz tego, kim jesteśmy, ale pomogło nam to też zrozumieć naszych rodziców, ich motywacje.

Co czułaś, kiedy przekroczyłaś próg ostatniego domu, który został na Farmie, kiedyś zamieszkiwanej przez półtora tysiąca osób i z tysiącami gości?

– To była dziwna plątanina uczuć, nie tylko smutek. Nasza rodzina tam się uformowała. Moi rodzice tam się pobrali, urodziłam się ja, moja siostra i nasz brat. Tylko tam byliśmy razem, bo po odejściu z Farmy rodzice się rozstali. Brat został z tatą, my z mamą. Mój świat przestał istnieć.

Kto najtrudniej zniósł powrót z utopijnej Farmy do współczesnej amerykańskiej rzeczywistości?

– Chyba każdy z nas przeżył to źle. Rodzina i komuna to było wszystko, co znałam. A teraz mieszkałyśmy w Kalifornii – to były antypody. Musiałyśmy nauczyć się od nowa zasad życia w społeczeństwie. Wszystkich oczywistych dla ogółu reguł. To było jak przeprowadzka do obcego kraju.
Moja przyjaciółka, wychowana w jednej z pierwszych polskich rodzin buddyjskich, uważa, że powinien być rozpoznany syndrom Dorosłego Dziecka

Buddysty. Może również syndrom Dorosłego Dziecka Hippisa?

– (Śmiech). Może coś w tym jest. Zdecydowanie negatywne są skutki takiego wychowania, jak choćby indywidualność, którą poświęca się dla zbiorowości. Myślę, że nasi rodzice – mówię tu o wszystkich rodzicach z komuny – nie myśleli o tym, że jeżeli oni coś poświęcają, to my, dzieci, jesteśmy zmuszeni do tego samego. Moi rodzice nie mieli żadnej pozycji materialnej, pracowali dla dobra wszystkich, żyliśmy w biedzie. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na podobne życie, mając swoje dzieci.

Ale jest coś w tym stylu życia, co wciąż Cię przecież pociąga.

– Zdecydowanie. I coś, za czym tęsknię. Na Farmie nauczyłyśmy się życia w zgodzie z pięknymi wartościami. W ubóstwie, wbrew ogólnemu konsumpcjonizmowi. W dodatku nasi rodzice nie traktowali tych zasad cynicznie – a cynizm jest bardzo wygodnym stylem życia.

A dlaczego wybrałaś akurat takie narzędzie jak kino, żeby opowiedzieć o swojej przeszłości?

– Bo tylko w ten sposób mogłam wykorzystać te kilometry filmów nagrywanych na Farmie. 16 mm, 35 mm, kolorowe, czarno-białe. Zarejestrowane wykłady guru Stephena Gaskina, wspólne tańce, medytacje, normalne życie na Farmie. Chciałam ożywić ten świat, przepuścić go przez swoją pamięć. Poszukać w tych archiwaliach marzeń moich rodziców. Spróbować je ocalić.

Rozmawiała Magdalena Felis

Moje NH
Strona archiwalna 14. edycji (2014 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec / sierpień 2014
PWŚCPSN
212223 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›