English
Po festiwalu

Amos GitaiAmos Gitai
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 9
01 sierpnia 2014
Kamera godzi zwaśnionych

Rozmowa z Amosem Gitaiem, izraelskim reżyserem filmu “Ana Arabia”

Anna Paprocka: Opowieści, które słyszymy w filmie, są zaczerpnięte z życia, a brzmią niczym przypowieści. Jak wyglądała praca nad scenariuszem?

Amos Gitai: Współscenarzystka Marie-Jose Sanselme zaproponowała kluczowy element fabuły. Podsunęła mi francuską depeszę o mieszanych parach Żydów i Arabów. Na początku miałem poważne wątpliwości, czy chcę po raz kolejny angażować się w historię izraelsko-palestyńskiego konfliktu. Później jednak, patrząc na barbarzyństwo, jakie ma miejsce w wielu krajach Azji Środkowej, pomyślałem, że warto opowiedzieć o czymś zupełnie przeciwnym. O współegzystowaniu i przyjaźni. Chciałem przedstawić ludzi, którzy są różni i dalecy od anielskości, ale mimo wszystko umieją razem żyć. Uznanie prawa drugiego człowiek do istnienia, nawet jeśli jest inny, to dla mnie definicja pokoju.

W jaki sposób tematyka filmu zdeterminowała wybory formalne?

– Celem filmu jest łagodzenie relacji między Żydami i Arabami. Dlatego przyglądając się ludziom żyjącym obok siebie w harmonii, nie chciałem burzyć przestrzeni wokół nich. Po przetłumaczeniu tego na język kina oznacza to film bez cięć, dlatego całość jest nakręcona w jednym ujęciu. Z drugiej strony jest to też gest sprzeciwu wobec stylu serwisów informacyjnych, którymi bombardowani jesteśmy na całej planecie, zarówno w CNN czy Al-Jazeerze. Wszystkie dają nam fragmentaryczną wizję świata poprzez boleśnie szybką formę montażu. W ten sposób skazani jesteśmy na powierzchowny przekaz. Filmowiec może rzucić tej modzie wyzwanie i wprowadzić odpowiedni rytm i czas, zaproponować diametralnie różny styl narracji.

Aleksander Sokurow, reżyser „Rosyjskiej arki”, nie ukrywał, jak trudno jest nakręcić film w jednym ujęciu. Co z Pana perspektywy było największym wyzwaniem?

– Zsynchronizowanie pracy kamery, ruchu aktora i dialogu. Choreografia tych elementów musi być niezwykle precyzyjna. Aktorzy muszą mówić konkretne kwestie w odpowiednich miejscach. Nie sposób zrealizować takiego filmu samemu. Potrzebny jest do tego bardzo dobry i doświadczony zespół.

Miejsce jest równie ważnym aktorem w tej historii.

– Bohaterowie filmu są nietuzinkowymi indywidualistami, a nie typowymi mieszkańcami Tel Awiwu. Pokochali się pomimo różnego pochodzenia. Dlatego architektura, jaka ich otacza, jest niekonwencjonalna. Nie mieszkają na szablonowym miejskim osiedlu, które zostało nakreślone w biurze projektowym. To oni wykreowali przestrzeń, w której żyją. Jeżeli poprosiłoby się inżyniera o opinię na temat funkcjonalności budynku, to przede wszystkim zwróciłby uwagę na drzewo, które blokuje wejście. Mieszkańcy domu nigdy go nie wytną, bo kochają je prawie jak członka rodziny.

Dziennikarka, która odwiedza filmowy dom, prawie nie zadaje pytań. Dlaczego?

– Błąd kina lat 60. i 70. polegał na tym, że reżyserzy dokumentów próbowali na siłę zasymilować się z komunami, o których robili filmy. To bardzo fałszywe podejście. Nie sposób ot tak zburzyć dystansu między nieznajomymi. Dlatego obecność Yuval Scharf przed kamerą jest dla mnie szczególnie ważna, bo jest wyciszona i pełna wdzięku. Jej postać nie jest szczególnie zainteresowana wywiadem, który przeprowadza, ale z czasem staje się coraz bardziej poruszona historią. To zmiana w dobrym kierunku, dlatego bardzo lubię tę bohaterkę.

Rozmawiała Anna Paprocka

Moje NH
Strona archiwalna 14. edycji (2014 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec / sierpień 2014
PWŚCPSN
212223 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›