English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 3
26 lipca 2014
Mania wideofana

O kasetach wideo, piractwie i tłumaczeniach rozmawiamy z Krystianem Kujdą – kolekcjonerem oraz jednym z członków pomorskiego kolektywu VHS HELL

Patryk Tomiczek: Rok temu szukałem dla Ciebie VHS-ów w likwidowanej wypożyczalni wideo. Z trzech tysięcy kaset wybrałeś jedynie pięć. Skoro nie wszystko, to co Cię interesuje?

Krystian Kujda: Poszukuję głównie filmów klasy B sprzed 1993 roku. Interesują mnie tytuły z początków istnienia rynku wideo, kiedy pojawiało się u nas wiele świetnych produkcji. Potem rynek trochę okrzepł i wszedł w bardziej profesjonalny etap. Wówczas wielu dystrybutorów padło i zostali wyłącznie najwięksi gracze. Zmieniły się także oczekiwania widzów, którzy coraz bardziej byli zainteresowani nowościami i trudniej było ich zadowolić filmami sprzed lat.

Filmy na kasetach rzadko pochodziły z legalnych źródeł.

– Piraci często kupowali filmy za granicą, chałupniczo dogrywali do nich głos lektora. Działo się to w czasie, gdy dystrybutorzy z głównego obiegu inwestowali duże pieniądze, jeździli po licencje na targi do Cannes czy USA. Między tymi dwoma obiegami istniała jeszcze szara strefa tworzona przez firmy krzaki, które rozprowadzały filmy po wypożyczalniach, przedstawiając fałszywe licencje. Cierpieli na tym właściciele kontrolowani przez walczącą z piractwem Agencję Rapid, która konfiskowała nielegalne kasety.

Jaki był zasięg tych firm krzaków?

– Biuletyn „Video komfort” publikował nawet spis firm krzaków. Wprawdzie była długa, jednak często firmy działały lokalnie. Jakość ich filmów też nie była najwyższa. Część z nich pochodziła z Niemiec lub Anglii i zdarzało się, że w tle filmu słychać było dubbing, na który naniesiony był głos polskiego lektora.

Masz kilka wydań jednego tytułu?

– Tak. Nie ma ich wprawdzie zbyt wiele, bo nawet piraci nie chcieli dublować kaset już wydanych. Chyba że był to blockbuster, jak „Terminator” czy „Tańczący z wilkami”. Przy tak nośnych tytułach zdarzało się, że nawet legalni dystrybutorzy bazowali na fałszywych licencjach.

Jak to?

– Dystrybutor Video Rondo wydawał magazyn „Video recenzje”, w którym znajdowała się rubryka „Tajemnicze dublety”. Przedstawiano w niej filmy dystrybuowane przez kilka firm, z których tylko jedna miała oryginalne licencje.

Po co w czasach formatów wysokiej rozdzielczości oglądać filmy zapisane na niedoskonałych taśmach?

– Pierwszy powód jest banalny: duża część filmów nigdy nie będzie wydana na innym nośniku. Drugi to głos lektora i tłumaczenia. Te dwie rzeczy od początku lat 90. bardzo się u nas zmieniły. Na początku tamtej dekady lektorzy kaleczyli język, a poziom tłumaczeń był gorszy niż teraz.

Możesz podać jakieś przykłady niepoprawnego tłumaczenia?

– Mój ulubiony pochodzi z pokazywanego na T-Mobile Nowe Horyzonty „Gliniarza samuraja”. Jest w nim scena, w której mężczyzna goni z pistoletem kobietę, a my słyszymy, jak krzyczy po angielsku: „Gdziekolwiek się ukryjesz i tak ciebie znajdę”. Lektor spokojnym głosem czyta: „Gdzie byłaś? Martwiłem się o ciebie…”.

Rozmawiał Patryk Tomiczek

Moje NH
Strona archiwalna 14. edycji (2014 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec / sierpień 2014
PWŚCPSN
212223 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›