English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 5
28 lipca 2014
Jestem wrogiem kinematografii

– Bycie w jury to ciężka robota i mnóstwo walki. Rzucam się strasznie, bo jestem jurorem agresywnym. Zgoda i familiarna atmosfera to w tym przypadku coś niedobrego – mówi Wojciech Bąkowski.

Rozmowa z Wojciechem Bąkowskim artystą multimedialnym, jurorem Międzynarodowego Konkursu Filmów o Sztuce.

Kuba Armata: Poruszasz się zwykle na pograniczu słowa, muzyki, sztuk plastycznych.

Wojciech Bąkowski: Jestem wrogiem kinematografii. Traktuję to medium jako konieczność. Dużą wagę przykładam, by zasadne było jego użycie. W filmie spotykają się u mnie wszystkie muzy, które wymieniłeś. Robię filmy, gdy nie jestem w stanie prościej przekazać tego, co bym chciał. Gdy potrzebuję synkretycznej formy.

Traktujesz kino jako eksperyment?

– Wręcz przeciwnie. Kino wydaje mi się najbardziej filisterską ze wszystkich sztuk. I też z tego powodu jest najpopularniejsze. Posiada dźwięk, słowo, ruchomy, migotliwy obraz. Może być projektowane na wielkiej przestrzeni i mocno nagłaśniane. Siłą rzeczy jako formie najbliżej mu do komercji. Dlatego też zanurzenie w tę dyscyplinę wydaje mi się najmniej eksperymentatorskie. Eksperyment jest tam, gdzie pojawia się jakieś zaniechanie.

Ciekawa jest forma wielu Twoich filmów – rysowanie bezpośrednio na taśmie, techniki noncamerowe.

– Już cała awangarda w latach 20. zajmowała się drapaniem taśmy. To bardzo atrakcyjne. Podrapiesz taśmę, coś na niej narysujesz, zostanie to rzucone na wielką płaszczyznę i zawsze jest efektowne. Jak się przyklei do tego włos i zobaczysz go na ekranie, to już samo powiększenie porusza.

Z czego wzięło się zainteresowanie tą formą?

– Oglądałem trochę starych filmów, w liceum interesowałem się Julianem Antoniszem. To mnie popchnęło do rozpoczęcia studiów w tym kierunku. Miałem też wspaniałego profesora Kazimierza Urbańskiego, który pokazywał mi ten świat z innej strony.

Obok strony formalnej ważne jest dla Ciebie słowo w filmie.

– Interesuję się prawie wszystkimi gałęziami twórczości, kultury. Mniej teatrem i kinem, ale literaturą i muzyką już bardzo. Miałem do wyrażenia pewne treści, które trudno zamknąć w poemacie, wierszu czy utworze muzycznym. Potrzebny był mi obraz, żeby wszystkie teksty dobrze ulokować w wyobraźni odbiorcy.

Ważną inspiracją jest dla Ciebie postać Mirona Białoszewskiego.

– Z polskich twórców jest on moją największą inspiracją. Ma bardzo podobny sposób poszukiwania prawdy. Polega na posługiwaniu się najprostszymi elementami rzeczywistości, znanymi każdemu. Bez zabawy w erudycję, dalekie odniesienia. Lubię twórców, którzy najkrótszą drogą zmierzają do prawdy, jaką chcą pokazać w swoich dziełach. Taki jest Białoszewski, Proust.

Jesteś w jury Międzynarodowego Konkursu Filmów o Sztuce. Przystępujesz do tego zadania z jakimiś oczekiwaniami?

– Oczywiście. Zawsze kiedy mam oceniać innych, traktuję to bardzo poważnie. Na mnie zawsze duże wrażenie robi dzieło, które jest niepodobne do innych. Bycie w jury to w ogóle ciężka robota i mnóstwo walki. Ja rzucam się strasznie, bo jestem agresywny jako juror. Zgoda i familiarna atmosfera to w tym wypadku coś niedobrego.

Rozmawiał Kuba Armata

Moje NH
Strona archiwalna 14. edycji (2014 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec / sierpień 2014
PWŚCPSN
212223 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›