English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 1
24 lipca 2014
Przełomowa 14. edycja

O obawach, wyjątkowym konkursie głównym, „Goodbye Dragon Inn” i oglądaniu filmów na laptopie rozmawiamy z Romanem Gutkiem – dyrektorem MFF T-Mobile Nowe Horyzonty.

Rozmowa z Romanem Gutkiem, dyrektorem 14. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego

Patryk Tomiczek: Czy towarzyszy Panu stres przed otwarciem kolejnej edycji festiwalu?

- Roman Gutek: Raczej czuję ekscytację związaną z tym, z jakim zainteresowaniem widzów spotka się przygotowany przez nas program festiwalu. Jestem bardzo ciekawy, jak dużo jest jeszcze widzów gotowych szukać i oglądać radykalniejsze kino. Jestem spokojny o stronę organizacyjną, bo przy festiwalu pracują świetni ludzie. Od dwóch lat jesteśmy u siebie, w kinie Nowe Horyzonty. Dużo łatwiej jest nam zorganizować festiwal, niż gdy wynajmowaliśmy kina. Technologicznie wspiera nas T-Mobile. Dobrze współpracuje się nam z miastem.

W programie powtarzają się głośne nazwiska: Ceylan, Miyazaki, Linklater. Czy to oni, twórcy o ugruntowanej pozycji, powinni być wizytówką T-Mobile Nowe Horyzonty?

- Nasz festiwal określa i definiuje konkurs główny. Przez kilka pierwszych festiwalowych edycji mieliśmy bardzo dużo do nadrobienia. W konkursie pokazywaliśmy filmy twórców, którzy już zaistnieli w międzynarodowym obiegu, a w Polsce byli prawie nieznani, jak Béla Tarr, Aleksander Sokurow, Tsai Ming-liang czy Guy Maddin. Kiedy jednak ci reżyserzy stali się znani naszej publiczności, do konkursu postanowiliśmy zapraszać młodych, o wyrazistym charakterze. Poświęcamy wiele czasu na dyskusje o filmach, zanim zdecydujemy o umieszczeniu ich w konkursie. Konkurs z filmów znanych reżyserów nie miałby sensu. Nie rezygnujemy z pokazywania głośnych tytułów w innych sekcjach, bo one są ozdobą każdego festiwalu i przyciągają publiczność. Nie chcemy być festiwalem niszowych produkcji. Tegoroczny konkurs jest przełomowy z racji silnej obecności kina polskiego.

Kilka lat temu brakowało polskich nowohoryzontowych filmów, a tymczasem w tym roku możemy oglądać aż trzy polskie tytuły w konkursie głównym.

- Czekałem na taki moment. Mamy polską premierę „Huby”, którą zrealizowali Anka Sasnal i Wilhelm Sasnal, są premiery światowe: „Jak całkowicie zniknąć” Przemysława Wojcieszka oraz „Wołania” Marcina Dudziaka. To świadczy o tym, że w końcu nasze kino staje się różnorodne, że powstają filmy, jak na przykład „Wołanie”, całkowicie poza systemem. Autorzy w ogóle nie starali się o publiczne pieniądze. Powstał bardzo minimalistyczny, kontemplacyjny obraz. „Jak całkowicie zniknąć” jest bardzo odważnym formalnie filmem. Pewnie spotka się z różnymi opiniami, ale nie można odmówić mu konsekwencji i właśnie odwagi. Twórcy tych produkcji zgłosili je na duże, międzynarodowe festiwale, jednak nie czekali na odpowiedź, tylko zdecydowali się pokazać je u nas. Każdy z tych filmów jest inny i każdy bardzo nowohoryzontowy. Szczególnie Wojcieszek.

Wojcieszek?

- Zobaczy pan. Zaskoczy zupełnie.

Czy trudno dziś realizować tak duży festiwal?

- Organizacyjnie nie. Zmienia się jednak miejsce kina w kulturze, zmienia się widownia i coraz trudniej zainteresować widzów trudniejszym kinem. Filmowa oferta jest ogromna. Także dostęp do filmów jest zdecydowanie łatwiejszy niż 10 czy 15 lat temu, kiedy nie był tak rozpowszechniony internet. Zmieniają się również gusta. Dzisiejszy widz jest bezkrytyczny i mniej wymagający. Ludzie chodzą do kina na filmy wydarzenia, o których mówi się w głównych mediach. Widz przywiązuje także mniejszą wagę do tego, jak i gdzie ogląda. Może to robić nie tylko w kinie, ale też na ekranie laptopa czy nawet komórki. Jednak nie narzekam. To znak czasów. Przez to wzrosła rola festiwali, które proponują konkretną ofertę. Młodzi ludzie, którzy nie mają jeszcze uformowanych gustów, wyrabiają sobie obraz kina na podstawie tego, co oglądają na festiwalach. Dzięki T-Mobile Nowe Horyzonty kilkadziesiąt nazwisk reżyserów weszło do obiegu kulturalnego w Polsce.

Nie sądzę, że można głęboko przeżywać kilkuminutową kontemplacyjną scenę na 11-calowym ekranie, a młodzi tak oglądają. Publiczność Nowych Horyzontów się starzeje?

- Mamy chyba najmłodszą widownię wśród światowych festiwali. Wystarczy porównać nas z Rotterdamem, Buenos Aires czy Vancouver, gdzie jest więcej dojrzałych widzów. Potrzebowałem zdjęcia sali wraz z widownią i na fotografii z jednej z ostatnich edycji, a przedstawiającej największą w naszym kinie salę, znajdowali się sami młodzi ludzie. Mamy wielu wiernych widzów, którzy byli na większości festiwali. Wiem, że nasze kino nie jest dla każdego. Pamięta pan cieszyński pokaz „Goodbye Dragon Inn”, z którego część widzów wyszła?

Pamiętam doskonale. A mimo to z uporem Tsai Ming-lianga pokazywaliście, aż w końcu stał się jedną z największych gwiazd festiwalu.

- I o to chodziło! To jest właśnie sukces T-Mobile Nowe Horyzonty.

Rozmawiał: Patryk Tomiczek

Moje NH
Strona archiwalna 14. edycji (2014 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec / sierpień 2014
PWŚCPSN
212223 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›