English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 4
27 lipca 2014
Kręcę filmy każdego dnia

O subiektywnym spojrzeniu, specyficznym sposobie pracy i wędrowaniu opowiada Boris Lehman – reżyser „Moich siedmiu miejsc” pokazywanych w sekcji Panorama.

Rozmowa z Borisem Lehmanem gościem tegorocznej edycji MFF T-Mobile Nowe Horyzonty.

Marta Rosół: Zaczynał Pan karierę jako krytyk filmowy, dopiero później zajął się realizacją filmów. Woli Pan oceniać czy kręcić filmy?

Boris Lehman: Oczywiście, że kręcić filmy. Zaczynałem w latach 60., mniej więcej w tym samym czasie, co francuska Nowa Fala. Wszyscy zajmowali się dziennikarstwem, krytyką. Była to znakomita okazja, by spotykać się z reżyserami, poznawać ich historie. Do kina chodziło się tak często, jak było to możliwe. To była tradycyjna i naturalna droga do tego, by zacząć realizować filmy. Takie czasy, nie było telewizji, internetu.

Czy wtedy lepiej poznawało się kino?

– Nie oceniałbym tego w ten sposób. Inne czasy to inne podejście. Dzisiaj jest o wiele prościej. Mamy dużo możliwości, by zobaczyć filmy. Są one dostępne na każdym kroku. Kiedyś trzeba było się nabiegać, żeby zobaczyć wymarzony tytuł.

Kino było bardziej magiczne?

– Chyba tak. Chłonęliśmy je całymi godzinami, to miało swój klimat.

W „Moich siedmiu miejscach” powiedział Pan, że operator Antoine-Marie Meert dawał Panu konkretną liczbę dni na zrealizowanie filmu. To chyba duże ograniczenie.

– Tak było przy różnych innych filmach. Zrealizowanie „Moich siedmiu miejsc” przebiegało w inny sposób. To zbyt duży materiał, by stawiać ograniczenia. Czas realizacji filmu to temat rzeka. Musiałbym opowiadać o tym godzinami. Robię filmy poza normalnym obiegiem, to nie są komercyjne produkcje. Pracuję na własnym sprzęcie, dużo z kamerą 16 mm, która była tania w eksploatacji, teraz – wręcz przeciwnie. Żeby pracować, potrzebuję także wielu przyjaciół. Wśród nich jest tylko kilku profesjonalistów: dźwiękowiec operator, montażysta. Nie zawsze dostają pieniądze, dlatego to ja muszę dostosować się do ich wolnego czasu.

Prawdziwi przyjaciele. Oglądając film, czułam, że przedstawia Pan w nim swój świat, swoich przyjaciół, i ja również się z nimi zaprzyjaźniam.

– Bardzo dziękuję. To dla mnie bardzo ważne, że właśnie w ten sposób film przemawia do innych. „Moje siedem miejsc” nie jest reportażem o moim życiu. I choć przypomina film dokumentalny, amatorski, zrobiony z ręki, to ostatecznie przeobraża się on w fikcję.

Nazwał Pan film fikcją autobiograficzną, ale ja jej uwierzyłam. Kino nas okłamuje?

– Każde dzieło sztuki jest formą manipulowania rzeczywistością. Trudno to wyjaśnić. Robię kino subiektywne, bardzo osobiste i z tego powodu nie można tego nazwać dokumentem. Oczywiście, wszystkie nagrania, materiały są prawdziwe i można je traktować w kategorii dokumentu. Moi przyjaciele także są prawdziwi, wzięci z mojego życia, ale mimo wszystko przeze mnie poprowadzeni, wyreżyserowani na potrzeby historii. Jest też praca z montażem, która zmienia zarejestrowany materiał. Tematyka nagranych materiałów jest rozbieżna, trudno jest znaleźć w nich linię łączącą.

Każda rolka w filmie otwiera kolejne tematy, kolejne miejsca?

– Bardzo dobre pytanie. I trudne. Myślę, że przez długi czas byłem nomadą, wędrowcem. Widać to także w filmie. Ciągle wędruję, spaceruję po mieście w poszukiwaniu ciekawych miejsc, przyjaciół. Moje miejsce to moje przyzwyczajenia, nawyki. One są moim światem. Na przykład ulubiona kawiarenka staje się kwaterą główną. To tam wyznaczam spotkania. Od tego miejsca przychodzi też inspiracja, chęć realizacji filmu. Pomysł na film należy do mojego życia.

Czy te miejsca mogą być gdziekolwiek, czy tylko w Belgii?

– Bruksela to mój biotop, to moje miejsce, tam żyję. Zrobiłem dużo filmów, i to w różnych miejscach. Mój sposób filmowania jest jednak specyficzny i trudno go przenieść gdzie indziej.

Blisko czterysta zrealizowanych filmów – to ogrom.

– Na mnie też robi wrażenie. W świecie normalnego kina wydaje się to nieprawdopodobne. Dla mnie jednak jest całkowicie naturalne. Kręcę filmy każdego dnia. Trochę jak malarz, który cały czas chodzi z kartką papieru i ołówkiem.

Czy będąc tutaj, we Wrocławiu, też Pan filmuje?

– Nie. Teraz jestem na innym etapie. Przestałem filmować.

Niemożliwe! To czym się Pan zajmuje?

– Jest dużo filmów, których nie dokończyłem. Zawsze rozpoczynałem pracę nad kilkoma jednocześnie. Żeby je zamknąć, potrzeba czasu i pieniędzy. Temu się teraz poświęcam.

Rozmawiała Marta Rosół

Moje NH
Strona archiwalna 14. edycji (2014 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec / sierpień 2014
PWŚCPSN
212223 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›